Zmywak naciąga na wspominki szefa artystycznego Jadłodajni Filozoficznej - Marcina Majewskiego
Warszawska Haçienda - "Lampa" 12/2009
W czwartek 5 listopada 2009 na niewielkiej scenie Jadłodajni Filozoficznej miały się pojawić młode gitarowe zespoły: częstochowskie Elephant Stone, łódzkie Washing Machine i stołeczne Marne Szanse. Nie zdążyły. Około godziny 14.30 na tyłach budynku wybuchł pożar. Godzinę później link do strony TVN Warszawa, obwieszczającej doszczętne spalenie się wnętrza Jadłodajni stał się chyba najgorętszym linkiem w warszawskiej sieci. Facebookowe ściany spłynęły płaczem, zaś naczelny "Lampy" ogłosił koniec trwającej siedem lat epoki. Przyznam, że sam się poczułem jak sierota i informację o spłonięciu Jadło przekazywałem dalej głosem, jakim Kuszel w Ogniem i Mieczem ogłaszał wzięcie Baru. Zżyłem się z tym surowym garażowym klubem jak tylko jeszcze z dwoma innymi w tym kraju. Pierwszy koncert w Warszawie z nieznaną wtedy nikomu Muzyką Końca Lata oraz Makami i Chłopakami zagrałem jeszcze w sąsiedniej Aurorze, ale potem w stolicy najchętniej odwiedzaliśmy Jadłodajnię, pierwszy raz tak, jak te niedoszłe czwartkowe zespoły jeszcze bez płyty na koncie. Uzbierało się tego 11 razy. Wszystkie wspominam co najmniej dobrze [ja z Twoich najcieplej ten rozpaczliwy po meczu Polska-Niemcy w zeszłym roku, a sam też grałem w Jadło 3 razy - przyp. PDW]. Ale do Jadło wpadało się nie tylko z okazji granego koncertu. Fajnie było przyjść do niej w tygodniu w okolicach godziny 16, gdy świeciła pustkami, i zamówić sobie mocne piwo "Śląskie". Fajnie było czuć tę tętniącą tuż obok Wisłęę We wtorki, czwartki, niedziele można było uderzać w ciemno na koncerty, które z reguły nie schodziły poniżej przyzwoitego poziomu, a przynajmniej można było wyrobić sobie zdanie o którejś z młodych lansowanych gitarowych kapel. Jadło zasłynęła z wielkich weekendowych indie potańcówek, tak zgrabnie opisanych przez Igora Spolskiego w piosence Indie. W ofercie miała też środy dla fanów reggae (z freestyle Pablopavo) i coponiedziałkową porcję horrorów klasy B. Było w niej miejsce dla wieczorów poezji śpiewanej, na pokazy dokumentów, wystawy zdjęć, spotkania z podróżnikami i wszelkie freakowe inicjatywy. Filo zawsze dawała alternatywę do domowego spędzania czasu. Szkoda, że spaliła się akurat w czasie, gdy przeprowadziłem się na stałe do stolicy i nieograniczony ostatnim pociągiem do Mińska Mazowieckiego zamierzałem awansować do grona jej stałych bywalców. Niezależnie od tego, czy kiedyś nastąpi jej reaktywacja czy nie, wraz z dymami unoszącymi się 5 listopada nad podwórkiem przy ulicy Dobrej uniosła się legenda Jadłodajni, najbardziej rock'n'rollowego klubu w Warszawie pierwszej dekady XXI wieku.
BARTOSZ CHMIELEWSKI: Skąd się wziąłeś w Jadłodajni?
MARCIN MAJEWSKI: Paweł Sito polecił mnie swoim znajomym, którzy otwierali coś, co się miało nazywać Popart Cafe w centrum handlowym Land. To się z różnych powodów nie udało. Ale tam na otwarciu, na którym jeszcze byłem - w jego trakcie uciekłem - wystawiała swoje obrazy Joasia Stańko. Tam ją poznałem. Ponieważ ona widziała, że się to Popart Cafe wysypuje, poznała mnie z właścicielem Jadłodajni Maćkiem Wysockim, który zakładał klub na Dobrej. Ja byłem na Dobrej już wcześniej, w Aurorze i Czarnym Lwie, wtedy w Jadłodajni były jeszcze cegły zamiast baru, klub tak jak Aurora zaadaptował byłe garaże samochodowe, ale jak się poznaliśmy z Maćkiem, to był już gotowy i działał chyba od dwóch tygodni.
Jak wyglądała kolejność tworzenia się Dobrego Podwórka?
- Najpierw była Aurora. Mariola Przyjemska (partnerka Zbyszka Libery) przechodziła kiedyś obok podwórka, zobaczyła, że jest do wynajęcia garaż i tak się zaczęło. Potem dołączył Czarny Lew, do Czarnego Lwa Jadłodajnia i na końcu Diuna, która zaadaptowała budynki byłej hurtowni odzieżowej Maxi.
Kolejność upadania jest prawie że taka sama...
- Jadłodajnia jeszcze nie upadła. Nieprawdą jest też, że się spaliła, choć owszem, paliła się. Od 5 listopada minął miesiąc, gdybyśmy mogli tam wejść, byłaby już pewnie całkiem naprawiona. Tak naprawdę Jadłodajnia była zamykana już dwa razy. Raz była zdemolowana przez kibiców.
Słyszałem legendy o tej sytuacji z kibicami...
- To była taka akcja, że w Aurorze była impreza ska i tam się zaplątał jakiś fan Legii, którego pobito. Nieszczęśliwie tydzień później impreza ska była w Jadłodajni, do której wpadła ekipa kiboli Legii i zrobiła totalną demolkę.
Kiedy powstała Jadło i czym miała być na początku?
- Siedem lat temu i wstępnie faktycznie miała być jadłodajnią. Tam, gdzie jest dzisiejsze zaplecze dla zespołów, czyli tak zwany VIP/Dark Room, to było zaplecze kuchenne. Do dziś tam są kafelki i okno do przyjmowania naczyń. Plan był rozrysowany pod restaurację. Z jakichś powodów to nie wyszło, może dlatego, że zaczęliśmy mocno prowadzić działalność kulturalną i to nas zaangażowało.
Mój pierwszy kontakt z Jadło to z polecenia kolegi, który powiedział, że jest lokal, gdzie płacisz 5 zł za wejście i wnosisz swoje piwo.
- To była dużo późniejsza sytuacja niż otwarcie. Już nie pamiętam dlaczego, ale były kłopoty z koncesją przez kilka miesięcy. Przez moment nie mogliśmy sprzedawać alkoholu i się jakoś musieliśmy ratować.
Jakie były założenia co do programu kulturalnego?
- Maciek robił eventy w środowisku tancerzy i chciał, żeby ten taniec był w Jadło obecny. Na początku pracowałem z koleżanka Magdą Depczyk, tancerką, ale jakoś tak się złożyło, że to muzyka zaczęła dominować w pewnym momencie. Pierwsze rzeczy, które zagrały w Jadło to było reggae. Pierwszą dużą imprezą, która była jak odkorkowanie szampana była impreza Jamesa Ashena, częściowo chłopaków z Vavamuffin. Właśnie reggae i rzeczy folkowo-etniczne mocno ciągnęły na początku. Kochankowie Gwiezdnych Przestrzeni. Było dużo muzyki improwizowanej. Gitarowe rzeczy też były obecne. The Car Is On Fire grali jeden z pierwszych koncertów przy okazji slamu poetyckiego.
Dałoby się wyodrębnić jakoś pod tym względem okresy funkcjonowania?
- Powiedzmy, że ta historia, z którą ludzie najmocniej kojarzą Jadło zaczęła się cztery lata temu po drugim otwarciu klubu. W Aurorze, którą przez moment też się zajmowałem, zaczęło się pojawiać granie gitarowe DJ-skie. Pierwsza impreza z cyklu God Save the Queen tam się właśnie odbyła i przechodząc do Jadłodajni, postawiłem właśnie na ten nurt i to zaczęło tworzyć nowy etap w historii klubu. Jadłodajnia zaczęła być miejscem modnym. Pojawiła się trochę innego rodzaju publiczność. To było mniej więcej trzecie pokolenie klubowe od początku istnienia Jadło. Pomyślałem wtedy, ponieważ zaczęły powstawać inne miejsca, że trzeba postawić na pewną tożsamość. Zacząłem program bardziej profilować. Oczywiście reggae i eventy związane z kulturami świata, robione np. wspólnie z Muzeum Azji i Pacyfiku, były do końca obecne obok muzyki gitarowej czy indie electro.
Różnorodność była cały czas, ale jeśli chodzi o pion bardziej popularny, zacząłem budować pewną tożsamość. Było też ważne, że owe nurty były kompletnie ignorowane przez media. To był moment, kiedy ramki w "Aktiviście" dostawały głównie Niedźwiedzie w Lesie czy Bauagan Mistrzów. Te wszystkie gitarowe rzeczy były najczęściej ignorowane. Z tego powodu powstał też "Pulp", bo widziałem odrętwienie w mediach, a z drugiej strony widziałem w klubach nowe pokolenie, które to interesowało. Postawiliśmy na nowe rzeczy, nową publiczność i tak peryferium stało się centrum. To był moment, żeby złapać to, co się dzieje, być tego rzecznikiem i częściowo kreatorem. Wydaje mi się, że od tego momentu zaczął się hype na Jadłodajnię. Stała się ważnym graczem w kulturze.
Mnie sytuacja Jadło skojarzyła się z historią września 1939 roku, gdy rozproszone po kraju rozbite oddziały polskie słyszały, że gdzieś tam jeszcze walczą i próbowały się przeb?ać do tych stawiających opór. Odnoszę wrażenie, że Jadłodajnia wielu kapelom w kraju jawiła się właśnie jako ten mityczny bastion, gdzie ludzie przychodzą tłumnie na nieznane gitarowe zespoły, że stamtąd prosta droga do trójkowej Offensywy Stelmacha.
- Najlepszym dowodem na popularność Jadło w Polsce był ostatnio Orange Warsaw Festival, na który zjechała cała Polska i ludzie po koncertach przyszli właśnie do Jadłodajni. Przewinęło się 800 osób w klubie, który mieści 300. Do dzisiaj z tych koncertów, które są wstrzymane, część w ogóle się nie chce przenosić, czeka na wznowienie działalności.
Czujesz jakąś analogię z kultowymi klubami na Zachodzie?
- Mówi się o Hacjendzie [kultowy klub w Manchesterze, gdzie jedne z pierwszych koncertów zagrali The Smiths i który był jedną z kolebek muzyki house i Madchesteru - przp. B.Ch.], że najpierw manchesterskie gitarowe zespoły tam się rozw?ały, a potem sceną zawładnęła taneczna elektronika. Hacjendę załatwiły prochy. My też się tego obawialiśmy, nie w sensie, że to niebezpieczeństwo u nas wystąpiło, ale że mogło. Modelsi [Hungry Hungry Models - kolektyw DJ-ski] byli pierwszym składem, który zrobił ten przeskok. Ja próbowałem to wyhamować. Z tego powodu powstał konflikt między nami. Chciałem rozrzedzić te imprezy, żeby były co drugi miesiąc. Oni się obrazili i wynieśli. Najpierw to było nu rave, ale potem ich sety stawały się coraz bardziej jazgotliwe. Załapywała się na to zbyt wąska klientela, a Jadłodajnia zawsze stawiała nogi w różnych miejscach. Nie chciałem jej tak wąsko definiować. Zawsze z tymi wszystkimi, co grają w piątek rozmawiałem i uczulałem, żeby był pewien procent w ich secie, który trafia do ludzi niekoniecznie nastawionych na najnowsze mody z Nowego Jorku czy UK, zwłaszcza jeśli był to ciężki bassline, żeby były rzeczy, na które może się załapać bardziej tradycyjna czy bardziej gitarowa jadłodajniana klientela. Nasi DJ-e dość radykalnie odeszli od rzeczy gitarowych. Wydawało mi się, że robią to za wcześnie i w złym kierunku, tym bardziej że wtedy zaczęła się moda na indie disco, jeszcze w takim wydaniu jak CSS i Ting Tings itp., plus remiksy, wtedy antidotum stanowił kolektyw AM Radio. Wolałem, żeby było bardziej NME, skandynawski pop, eightiesowy revival i remiksy niż jazgotliwa elektronika zaburzająca błędnik. Zaraz też pojawiło się nu disco i już było OK, a to za sprawą V/A Team.
Wydaje mi się, iż w Jadłodajni pojawił się nowy rodzaj DJ-a w stosunku do tego, co proponowały inne warszawskie kluby. Coś na kształt indie DJ-a, czytającego Porcys, Screenagers i całe mnóstwo blogów i stron o muzyce alternatywnej, z Pitchforkiem na czele. Noszącego się również w charakterystyczny sposób.
- Różnice były pokoleniowe, ale i muzyczne. Jak oni się wb?ali, to Warszawa usypiała przy soul jazzach, lounge'owych klimatach, nudziła się przy housikach, rozmydlała się na kanapach w klubach ze szklaną podłogą. A gdzieś w naszych piwnicach i garażach zaczęła się troszkę inna muzyka. Indie rock nadawał się do tańczenia. Dla mnie było oczywiste, że trzeba na to postawić i faktycznie była to zupełnie inna propozycja, którą reszta klubów wtedy przesypiała. U nas w siłę rośli VA Team, Hungry Hungry Models, AM Radio, no i było Sorry Ghettoblaster, ale to akurat nie są wychowankowie Jadłodajni. A odpowiadając na pytanie: tak, oczytanie i wiedza jest mocną strona tych DJ-ów, może niekoniecznie czytają Screenagers, ale na pewno serwisy i blogi zagraniczne.
A kto dzierży rekord frekwencji? Na stronie Monday Rebels przeczytałem, że oni.
- Jeśli chodzi o DJ-ów, to impreza VA Team z cyklu God Save the Queen, gdy we wrześniu tego roku przez klub przewinęło się 800 osób. Na rozdaniu Miazg było 600-700 osób. Jeśli chodzi o koncerty, to drugi występ Contemporary Noise Quintet, bo tam już przestaliśmy wpuszczać ludzi do klubu. Na pewno jedne z urodzin Tiszteletu, a także 2000 Dirty DJs.
Utarło się też narzekać na nagłośnienie w Jadło.
- Do pewnego momentu mieliśmy rzeczywiście słabe nagłośnienie, bo mieliśmy bardziej DJ-skie niż koncertowe głośniki (JBL JRX 125), ale już od jakichś 3 lat, gdy okazało się, że scena się liczy, dysponowaliśmy naprawdę solidnym sprzętem (JBL MRX 525 i do tego dedykowana końcówka Crowna, plus osobna linia basu). Przykładowo koncert Tigercity zebrał bardzo dobre recenzje, jeśli chodzi o akustyczne sprawy.
A najlepsze twoim zdaniem koncerty w Jadło?
- Gigi George Dorn Screams, 3moonboys, CNQ. Pierwsze gigi gitarowe typu Rotofobia, Out Of Tune, gdy się zaglądało do głów nowych ludzi na scenie, oni przynosili ze sobą jakieś inne wzorce, mówili innym językiem. Dobrze wspominam też rzeczy zupełnie prehistoryczne typu cykl Dobranocki dla pająków - to były sesje improwizowane, w których brali udział Marcin Dymiter, Raphael Rogiński, Jacek Skolimowski. Oprawione analogowymi wizualizacjami, bajecznymi, dwójki młodych zdolnych ludzi, którzy niestety potem przerzucili się na komputer. Odloty robili za pomocą spreparowanych rzutników i różnych drgających urządzeń, plus wiszące tiule i ekrany. To było niesamowite.
Co robiłeś w dniu, w którym skończyła się epoka?
- Wracałem zadowolony samochodem z firmy Gutenberg Networks, została współwydawcą magazynu "Pulp", i wtem nagle dostałem esemesa od Grześka, że Jadłodajnia się pali, że to nie żart, i w tym momencie utkwiłem w korku na 20 minut, jakieś dwa kilometry przed klubem. Jak przyjechałem, wyglądało to gorzej, niż myślałem, ale w dwie-trzy godziny żeśmy wszystko sprzątnęli. Można było następnego dnia robić remont i działać. No i miasto nas w tym momencie przyblokowało, wezwali nas dzień po pożarze i powiedzieli, że muszą to zamknąć do momentu ekspertyzy i przetargu na tę ekspertyzę. I do dziś tego nie zrobili, za to mają rozpisać przetarg na wyburzenie. W ogóle nie bierze się pod uwagę scenariusza powrotu na Dobrą, mimo że mamy na to pieniądze i zadeklarowaną pomoc ludzi. Chciałbym, żeby to był moment zastanowienia się nad funkcjonowaniem ośrodków tego typu i ich relacji z miastem. Żeby nie traktowano takich miejsc tylko jako nieruchomości i od strony biznesowych relacji. Powinny być procedury, które by uwzględniały wartość kulturową, jaką takie miejsca w miasto wnoszą, np. mogłoby funkcjonować współdecydowanie o takich nieruchomościach przez wiceprezydenta zajmującego się kulturą. Nikt się nas nie spytał o to, co zrobimy z koncertami, które mamy zabookowane aż do grudnia, łącznie z tymi zagranicznymi. Nie myśli się, że może ktoś, gdyby nie był zabookowany w Jadłodajni, toby nawet do Polski nie przyjechał, albo do Warszawy. Próbowaliśmy przenieść część tych koncertów do pomieszczeń po Czarnym Lwie, ale Zarząd Mienia Polikwidacyjnego miasta stołecznego Warszawy odmówił. Co ciekawe, tej samej nocy po tym, jak o to poprosiliśmy i powiedziałem o tej prośbie w TVN Warszawa, ktoś okradł Czarnego Lwa.
Wróćmy do "Pulpa". Czemu tak często zmieniają się jego naczelni?
- Przyczyna rozstania była za każdym razem inna. Nie za bardzo chcę o tym mówić, bo poza jednym przypadkiem jesteśmy w dobrych relacjach, współpracujemy na różnych polach. CKOD chciało zagrać akustycznie na rzecz Jadło, jak tylko odzyskamy budynek, z Borysem Dejnarowiczem przygotowaliśmy projekt programu telewizyjnego i szukamy producenta.
Teraz jest Oskar Stelągowski, który ma najklarowniejszą wizję tego, czym ma być "Pulp". Oprócz zmian graficznych będą rozszerzone pewne kierunki muzyczne, np. dodamy dobry serwis o singlach tanecznych. Zmienia się muzyka, jest sporo fajnej tanecznej elektroniki i trzeba o niej pisać. "Pulp" jest pismem o nowej muzyce. Nie jesteśmy przywiązani do jakiejś stylistyki ani tym bardziej do określonych artystów.
"Pulp" penetruje nowe środowiska recenzenckie, interesuje mnie, czy odnosisz podobne wrażenie, że teraz jest pewne załamanie na tym rynku, że amatorskie blogi o muzyce raczej się zw?ają, niż rozw?ają tak, jak to miało miejsce powiedzmy trzy lata temu. Nie ma dopływu świeżej krwi. Te same nazwiska w "Pulpie" i "Machinie".
- Te nazwiska, które pojawiły się w "Machinie", to częściowo od nas przeszły, jeśli nie od "Pulpa" bezpośrednio, to z tego samego środowiska, które go zakładało. Ja już widzę nowe twarze na rynku i one wniosą nową jakość. Nie chcę powiedzieć, że ci, co teraz piszą, nie są w formie, ale wejdzie nowy sposób pisania o muzyce, inna perspektywa.
Panuje raczej ogólny pogląd, że w internecie wręcz zdycha dyskusja o muzyce.
- Moja teza jest taka, że ludzie są zmęczeni hejterstwem. Oskar Stelągowski napisał kiedyś na forum Porcysa, że ma wrażenie, że jest to portal dla ludzi, którzy nie lubią muzyki.
No to masz sympatyczniejsze Screenagers
- Może dyskusje o muzyce to była zabawa dla jakiejś określonej liczby osób, które obecnie są zajęte czymś innym. Widzę po autorach "Pulpa", że się rozw?ają zawodowo i coraz mniej czasu mają na niekomercyjne pisanie o muzyce. Może jest to też moment, w którym ważniejsze jest słuchanie muzyki niż czytanie opinii. Z tego też powodu uważam, że "Pulp" powinien być informatorem w co najmniej tym samym stopniu, co popisem erudycji autorów.
A może po prostu faktycznie młodsi nie podchwycili tej zajawki indie rockiem, płytami z Pitchforka. Święto polskiej alternatywy, jaką miała być Rafineria, dwukrotnie zaliczyło frekwencyjną wtopę.
- Na Rafinerii nie grały zespoły z Pitchforka. Tam popełniono prosty błąd. Zebrano zespoły, które się regularnie pojawiają w klubach, każąc za to dużo zapłacić, i ściągnięto dwie średniej wielkości gwiazdy. Myślę, że to była kwestia jakości. Najlepszym przykładem tegoroczna Vena i Selector. Selector miał super line up i zagrał, Vena podrzędny i poległa. Przy tym zagęszczeniu festiwali coś takiego nie przechodzi. Zresztą to bardzo ciekawe zjawisko, że jest tak dużo festiwali z "muzyką dla kumatych" jednak.
Co dalej z Jadło?
- Ostatnia informacja, jaką dostaliśmy od miasta to ta o przetargu na wyburzenie budynków po klubach. Nie ma więc mowy o kontynuowaniu działalności na Dobrej. Maciek Wysocki, właściciel Jadło, szuka nowej lokalizacji na mieście. Na dzień dzisiejszy nie mamy lokalizacji.
A ta historia, że w tym miejscu ma być stacja metra?
- Stacja metra ma być przy Syrence chyba. Na nas raczej czyha apartamentowiec.
Gdzie byś najchętniej widział nową Jadłodajnię?
- Główne kluby, czyli takie, które dają sobie radę, są jednak w Śródmieściu, miejsca poza centrum, a takie jak CDQ, Dobra Karma czy No Mercy nie mają lekkiego życia. Żeby działać tak, jak działaliśmy, potrzebujemy odpowiedniej lokalizacji. Mniej więcej wytyczyliśmy granice, w których można założyć nowe miejsce i raczej się tego trzymamy. Jest to oczywiście karkołomne, znaleźć w Śródmieściu miejsce, które jest w miarę wyodrębnione, nie sąsiaduje z blokiem mieszkalnym i da się tam postawić ogródek. Nie jest to taka łatwa sztuka.
limnowms -- Thursday, December 17 2009, 10:39 am
klxopP pximfouxifhh, [url=http://jwbfuykksnie.com/]jwbfuykksnie[/url], [link=http://euplcakpwikn.com/]euplcakpwikn[/link], http://yfshdpldmvgn.com/
xoxox -- Friday, December 18 2009, 06:53 pm
omg składnia zdań i poziom pytań i odpowiedzi przeszły moje najśmielsze oczekiwania.
zanim się coś opublikuje warto byłoby popracować nad tym czy to co chcemy opublikowac idzie przeczytac
kcpjgcd -- Sunday, December 20 2009, 06:45 am
cqazK1 bxubfwrlhwgl, [url=http://ewjhedgfrsim.com/]ewjhedgfrsim[/url], [link=http://fngefqqercgi.com/]fngefqqercgi[/link], http://pbniigqtbuft.com/
hejter -- Monday, December 21 2009, 08:29 pm
@ xoxox: kto i gdzie idzie przeczytać?
hejter -- Monday, December 21 2009, 08:32 pm
z tego co ja wiem o dragach w jadło, to jedyne, jakie się pojawiły, to koksu ścieżki sypane często i gęsto przez menedżera marcina. się powodziło!
a publiczność indie/nowoelektroniczna jest i była wybitnie alkoholowa.
hejter -- Monday, December 21 2009, 08:34 pm
\"Oskar Stelągowski napisał kiedyś na forum Porcysa, że ma wrażenie, że jest to portal dla ludzi, którzy nie lubią muzyki.\"
przyganiał kretyn głupkowi. czytaj: nie znam większego hejtera niż Oskarek.
wchpzqywj -- Monday, December 21 2009, 09:54 pm
xTKLeP oicxbjdqsxes, [url=http://qlrfznltcpue.com/]qlrfznltcpue[/url], [link=http://pdzmvbetxzpr.com/]pdzmvbetxzpr[/link], http://tcglizrfemyo.com/
tdnnsrsaxmi -- Wednesday, December 23 2009, 11:12 am
rv2Npc cugczuoyuqvx, [url=http://frsebafmqekp.com/]frsebafmqekp[/url], [link=http://wceywpbcrlvu.com/]wceywpbcrlvu[/link], http://bjzxlfgaflvv.com/
tkzqvodtusd -- Sunday, December 27 2009, 07:24 am
cosQ4w usjkhftygwcw, [url=http://mmvznbpmmqis.com/]mmvznbpmmqis[/url], [link=http://uhhnxgtobgpe.com/]uhhnxgtobgpe[/link], http://hzooxiwmrtaa.com/
jehlhnutcvz -- Tuesday, December 29 2009, 03:36 am
sbnG4m usurmmyrctse, [url=http://pzrapoirnpxj.com/]pzrapoirnpxj[/url], [link=http://yhkfvtmtxnwv.com/]yhkfvtmtxnwv[/link], http://ntvmfoaylaco.com/
andrzej -- Thursday, December 31 2009, 04:00 pm
najlepszy koncert jaki kiedykolwiek widziałem w jadłodajni to już legendarne koncerty zespołu POWIEKI
thxdfvrdzko -- Tuesday, January 5 2010, 03:50 am
WLShLH ztdezvwonrhg, [url=http://xmqbmscrxorr.com/]xmqbmscrxorr[/url], [link=http://eudoymmjfvrb.com/]eudoymmjfvrb[/link], http://uqyctwomqwwm.com/
tfrjtrfb -- Tuesday, January 5 2010, 06:18 am
vmuyjcxv [URL=http://iylrtyut.com]bnzjczac[/URL] hwbvgoiq http://tffvhmjv.com cmywuojr pwfiwrnw
fafjnbvigp -- Tuesday, January 5 2010, 04:15 pm
B5EpJw xetdzrbrnisu, [url=http://vywsokfrxlpv.com/]vywsokfrxlpv[/url], [link=http://muvetppcwmne.com/]muvetppcwmne[/link], http://coepdeggbwjy.com/
vxargfx -- Tuesday, January 19 2010, 05:10 am
eOp1FX lzzhbvmsxreu, [url=http://nohjlgndnbns.com/]nohjlgndnbns[/url], [link=http://vxsgxsxmacji.com/]vxsgxsxmacji[/link], http://xdjvbluodlwk.com/
Marcin M -- Monday, January 25 2010, 12:35 pm
Faktycznie składnia momentami na kwadratowych kołach jedzie. Sorry!
egyzuiockas -- Thursday, January 28 2010, 12:50 pm
44AKQO yvaxgxbbyqaw, [url=http://xdlkxrqxtghd.com/]xdlkxrqxtghd[/url], [link=http://xhbdvkidkauw.com/]xhbdvkidkauw[/link], http://cvkjrraigpcl.com/
oeanmtyswj -- Monday, April 5 2010, 11:31 am
Daw6u5 shuzqocrzbde, [url=http://tiuauviupmyb.com/]tiuauviupmyb[/url], [link=http://jdhvidvpabet.com/]jdhvidvpabet[/link], http://lnlvovkvmhul.com/