Intro

Minęło dokładnie dziesięć lat odkąd “Lampa” z nieregularnika o formule alamanachu przekształciła się w magazynowy miesięcznik. Ogłaszając prenumeratę na rok 2014 zastrzegłem, że będzie w nim inaczej niż dotychczas. I – jak widać – jest.

Czasy się zmieniły. Mam dziś dużo więcej znajomych na Facebooku niż czytelników “Lampy”. Z jednej strony internet przejął bieżące życie kryptoliterackie, z drugiej na nowo umocniła się hegemonia wydawnictw komercyjnych, które z otwartymi ramionami przejęły autorów wywodzących się z niszy. Michał Witkowski chwali się półmilionową zaliczką na nową książkę, a Kaja Malanowska wścieka się, że powieść, która trafiła do finału Nike przyniosła jej dochód w wysokości raptem 6800 zł. Znikają jedna po drugiej niezależne księgarnie, sieci zaś radykalnie selekcjonują ofertę, szczególnie jeśli nie jest poparta kosztowną promocją. Silne lobby ma literatura faktu, która anektuje w mediach ccraz więcej miejsca, w którym omawiana była beletrystyka. Zaś prawie wszystkie miłe recenzentki książkowe same rozpoczęły kariery powieściopisarek, w związku z czym zrobiło się jeszcze ciaśniej. Dla dużych oficyn niszowe pisma są żadnym partnerem, no i trudno się ścigać na wywiady z literackimi gwiazdami, które są zauważane tylko wtedy, kiedy pojawiają się w dużych mediach. Na to wszystko nakłada się posmoleńskie pęknięcie – swoi piszą o swoich pisarzach, a priori zakładając, że jeśli w jakimś dziele objawiają się obce tendencje, to koniecznie jest to zarazem zła literatura. Więc po co robić magazyn, tak aby miał na siłę zaciekawić wszystkich, skoro nie jest to nikomu potrzebne?

Cały czas wierzę, że jest miejsce dla “Lampy”. Dla pisma, w którym można drukować formy, których lektura w internecie byłaby męcząca – długie rozmowy, dłuższe prozy, wspomnienia – teksty takie, jakich nie ma gdzie indziej. Dlatego zwalniam tempo – nie ukrywam, że po dziesięciu latach jestem też zmęczony, a mam wrażenie, że dziś więcej jest pożytku z mego szperactwa niż z poganiania autorów, aby zebrać od nich w terminie kilkadziesiąt recenzji i innych bieżących tekstów. Udało mi się opublikować Warszawę fantastyczną i Fantastyczny Kraków, ale przez to nie miałem serca ni czasu do promowania nowych książek Lampy i Iskry Bożej, co znacząco odbiło się na kondycji finansowej tej oficyny. Działo się to pewnie też kosztem aktualności miesięcznika. Nikt nie był zadowolony – nie skończyłem w terminie Fantastycznego Atlasu Polski, nie zarobiłem ani ja, ani autorzy wydawanych przeze mnie powieści, po spadku czytelnictwa “Lampy” też widziałem, że są to naczynia połączone.

Dlatego proponuję lekturę może rzadszą, ale taką, do jakiej gdzie indziej ciągle nie będzie okazji.

Pan Redaktor

Czekam na opinie na FORUM – znów działa (po latach)